Recenzja książki „Nie było kiedy płakać. Losy rodzin wysiedlonych z Zamojszczyzny 1942-1943” tom I i II – wstęp, wybór i opracowanie Beata Kozaczyńska

Podczas II wojny światowej mieszkańcy Zamojszczyzny przeżyli gehennę – okupanci podjęli działania mające na celu wysiedlenie ludzi mieszkających na tym terenie. Akcja wysiedleńcza była prowadzona w latach 1942-1943. Nocą z 27 na 28 listopada 1942 roku okupanci niemieccy zapoczątkowali na Zamojszczyźnie akcję wysiedleńczo-kolonizacyjną, która trwała do połowy sierpnia 1943 roku.

Beata Kozaczyńska podjęła się opracowania historii rodzin polskich zamieszkujących tereny Zamojszczyzny podczas II wojny światowej. Spod jej pióra wyszły prace naukowe poświęcone losom wysiedlonych dzieci. Kozaczyńska jest także autorką takich książek jak: „Losy dzieci z Zamojszczyzny wysiedlonych do powiatu siedleckiego w latach 1943-1945” i „Ocalone z transportów Dzieci Zamojszczyzny. Losy dzieci wysiedlonych z Zamojszczyzny do dystryktu warszawskiego 1942-1945”.

Beata Kozaczyńska wydała dwutomową książkę zatytułowaną „Nie było kiedy płakać. Losy rodzin polskich wysiedlonych z Zamojszczyzny 1942-1943”. Stanowi ona zapis wspomnień osób będących wówczas dziećmi. Dodatkowo uwzględniono również relacje i wspomnienia innych świadków, przede wszystkim osób zaangażowanych w akcję pomocową na rzecz ludności wysiedlonej z Zamojszczyzny.

Tytuł książki („Nie było kiedy płakać”) nawiązuje do wspomnień dr. Zygmunta Węcławika, wówczas 9-letniego dziecka ze Skierbieszowa, który został wysiedlony wraz z rodziną podczas akcji przeprowadzonej nocą z 27 na 28 listopada 1942 roku. Jak czytamy w książce:

Brutalne uderzenia w szyby wyrwały nas ze snu. Niusia zapłakała. Na dworze jakiś podejrzany harmider. Ojciec odsunął skobel. Otwarły się drzwi. Weszło dwóch pijanych Niemców. Nie było kiedy płakać. Dali dziesięć minut.

Powyższe słowa stanowią zapis tylko jednego z przejmujących przeżyć, jakie stało się udziałem niewinnych ludzi. Autorka książki zgromadziła liczne świadectwa prześladowanych i gnębionych mieszkańców Zamojszczyzny.

W książce czytelnik odnajdzie także zapis strasznej rzeczywistości obozowej. Jak wspomina Janina Zielińska, która przebywała w obozie przejściowym w Zamościu:

Spało się na słomie rozrzuconej na klepisku. Były straszne mrozy i w baraku było zimno, prawie wszystkie dzieci miały guzy zamarzniętej krwi na szyi, ja i Gienia też [siostra autorki wspomnień]. (…) W obozie nie było wody do picia ani do mycia się. Przez cały okres pobytu ludzie przebywali w tych samych ubraniach, w nocy też. Pełno było insektów, toteż choroby skóry, świerzb, czyraki, a także choroby zakaźne, były niezwykle groźne. Cholerynka, tyfus powodowały dużą śmiertelność. Codziennie z baraku wynoszono kilkanaście trupów dziecięcych i wozem drabiniastym wywożono z obozu.

Podczas czytania przejmujących opisów przeżyć niewinnych ludzi (w tym małych dzieci) łzy same cisną się do oczu. Skala cierpienia jakie spotkało te osoby jest wręcz niewyobrażalna. A to przecież „Ludzie ludziom zgotowali ten los” (motto zbioru opowiadań Zofii Nałkowskiej „Medaliony”).

Książka Kozaczyńskiej ocala od zapomnienia historie ludzi, którzy wiele wycierpieli podczas II wojny światowej. Ludzie ci przeżyli prześladowanie, mieli jednak ogromną wolę przeżycia. Jak wspomina Maria Anastazja Perkowska-Rusek:

Żyję. Jestem nauczycielką. Zawód zdobyłam pracując i ucząc się. Ukończyłam wyższe studia pedagogiczne. Mam 55 lat [wspomnienia zostały spisane w 1995 roku]. Jestem schorowaną kobietą. Piszę, bo chce przybliżyć innym i utrwalić gehennę Dzieci Zamojszczyzny. Chcę, by walka i męczeństwo nasze i naszych rodzin, pozostały na trwałe w pamięci potomnych. Pisząc te wspomnienia chodzi mi o to, by przyszłe pokolenia Polaków wiedziały o cierpieniach polskiej wsi podczas wojny. I by do skarbca narodowych pamiątek należały także bezimienne mogiły partyzantów Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich oraz łzy sierot wojennych.

Taki cel (zapisanie w pamięci potomnych) przyświecał także Beacie Kozaczyńskiej podczas opracowywania wspomnień Dzieci Zamojszczyzny. To ważne, że książka „Nie było kiedy płakać…” została wydana.

 

Wszystkich pracowników szkoły i uczniów, którzy chcieliby przeczytać książki Beaty Kozaczyńskiej zapraszamy do biblioteki szkolnej (gdy już wrócimy do szkoły), gdzie można je będzie wypożyczyć.